Jeśli chodzi o horrory to chyba każdy się ze mną zgodzi, że kiedyś w tym kierunku starano się o wiele bardziej niż dziś. Filmowe hity takie jak "Noc żywych trupów", "Coś", "Obcy", "Halloween" czy "Predator" zna każdy. Podobnie jest i z grami, choć tych nie powstawało zbyt dużo. "Resident Evil" czy "Alone In The Dark" to survival horrory, które uznawane są za jedne z pierwszych i najlepszych gier tego typu.
Jest jednak jeszcze jedna, o wiele starsza i zapomniana przez wielu przygodówka. Mimo, iż była to gra bardzo dobra to kariery nie zrobiła. Mowa o grze Uninvited, która powstała w 1987 roku, a jej twórcą jest studio Mindscape.
Przejdźmy od razu do meritum. Uninvited jest jedną z moich najbardziej oldschoolowych gier, bałem się jednak ją uruchamiać jakiś czas temu (takie odświeżanie sobie tytułów po latach bardzo często kończy się zawodem). W końcu jednak się zdecydowałem i wrzuciłem dyskietkę do szparki (bez skojarzeń zboczuchy :P) w mojej Amidze 500. W mojej głowie kłębiły się różne myśli: "A jeśli gra nie będzie mi się podobać tak jak kiedyś? Jeszcze zdążę wyłączyć. Co robić?!" Zanim kliknąłem na ikonkę podpisaną Uninvited minęło kilka minut.
W końcu jednak nastąpiło podwójne kliknięcie, "pulpit" starego Workbench'a zniknął, stacja dyskietek zazgrzytała przyjemnie i... pojawił się pięknie wykonany (jak na swoje lata) ekran tytułowy. W tle widoczne było wielkie domostwo niczym z "Rodziny Addamsów" stojące na zupełnym odludziu. Na górze widoczny był tytuł gry napisany dużymi, ładnymi, czerwonymi literami. Jeszcze jeden klik i gra się włączy. "Może jednak ją wyłączyć? A jeśli dalej będzie grało mi się tak dobrze jak dawniej? A może jednak nie?" W mojej głowie było wciąż coraz więcej wahań, ale widząc ekran tytułowy czułem jednocześnie wielkie podekscytowanie. Klik i...
Zaczyna się horror. Od razu na wstępie powiem, że jednak warto było uruchomić ponownie Uninvited. Cały spędzony czas przy tej grze dawał mi mnóstwo frajdy, napięcia i cały czas mnie czymś zachwycał. Nie żałuję (tak jak w przypadku np. Death Mask), że jednak zdecydowałem się zagrać ponownie w moją pierwszą przygodówkę typu survival horror.
Zacznijmy od fabuły. Ta zbyt oryginalna nie jest, ale ładnie się rozwija (swoją drogą w czasach, gdy Uninvited został wydany to nikt nie mówił o fabule "oklepana" czy "mało oryginalna") i cały czas zachwyca czymś nowym. Otóż sprawa wygląda tak: nasz bohater jedzie sobie spokojnie samochodem. Po chwili jednak stało się coś niedobrego i rozbija on wóz. No cóż, wypadki się zdarzają, ale... samochód nagle się zapala, więc nie mając zbyt wiele czasu bohater opuszcza swój pojazd, ten natomiast chwile potem wybucha. No i co robić? Zupełne odludzie, żadnych miast, wsi, stacji benzynowej nawet niema, a do tego szaleje burza. Ale zaraz! W oddali stoi jakiś dom. Bohater nie czekając długo rusza w jego stronę. Wchodzi więc i... drzwi nagle się zamykają. Co dalej? Pozostawiam wam.
No i jak widać jest dość ciekawie (choć widzieliśmy to już w tysiącu i jednym filmie/grze). Dalej jest jeszcze lepiej. Klimat jest wręcz niezwykle dobrze dopasowany. Ciągle dzieje się coś co nas mocno zaskakuje. Raz kopie nas krzesło (dosłownie :P), innym razem walczymy z... zobaczcie sami, jeszcze innym razem bawimy się czarną magią. Wszystko to dzieje się ze świadomością, że zaraz możemy już nie żyć, ciągle towarzyszy nam myśl "Co my robimy w tym cholernym domu?" Czy można się bać? Jak najbardziej tak. No nie tak jak przy Silent Hillu, gdzie podskakujemy na krześle ze strachu, ale non-stop towarzyszy nam uczucie strachu i napięcia. No chyba, że...
...ktoś nie zna angielskiego. I tu trochę uciążliwa sprawa, bo żeby cieszyć się stuprocentowo trzeba znać dość dobrze język angielski, dodatkowo musimy mieć nieco wyobraźni. Nie, nie jest to tekstówka. Akcję przedstawia kilka osobnych okienek, w każdym mamy coś innego. W jednym widzimy obszar gry, w drugim nasz ekwipunek, w trzecim akcje jakie możemy wykonać na obiektach (czytaj, zbadaj, użyj, otwórz, itp.), w czwartym oknie są zaznaczone wyjścia z miejsca, w którym jesteśmy (ułatwia to sprawę, jeśli drzwi czy inne przejście są słabo widoczne), no i w piątym opis sytuacji. I do tego głównie potrzebna jest znajomość języka, bo w oknie tym opisane są wszystkie sytuacje. Przypomina to nieco grę tekstową, ale bez wpisywania komend, itp. Jeśli jednak ktoś nie ma problemów z językiem to ujrzy tu coś nadzwyczajnego - dzięki tym opisom gra staje się lepsza niż niejedna książka! Bardzo się można wczuć w sytuację i przeżyć razem z naszym bohaterem całą historię.
Wspomniałem nie dawno o podziale gry na kilka okien. Sam pomysł uważam za dość dobry, bo możemy sobie dowolnie modyfikować ich rozmiar, położenie lub całkiem wyłączyć. Pozwala to dopasować ekran do upodobań lub potrzeb gracza. Raz np. miałem taką sytuację, że grałem na uszkodzonym monitorze, który w lewym górnym rogu wyświetlał mi tylko jakąś białą plamę (?). Nie było wtedy problemu, bo ustawiłem sobie okienka, aby nie wchodziły na to miejsce i mogłem grać dalej.
|
Za sobą mamy już fabułę, klimat, okienka... To może teraz... interfejs. Tu jednak nie wiem co mam powiedzieć na ten temat, bo ja po raz pierwszy grałem w to dawno temu i zdążyłem opanować sterowanie. Ktoś kto nie miał wcześniej styczności z tą grą może mieć jednak pewne problemy. Wszystkie operacje wykonujemy klikając podwójnie na rózne obiekty. Są też takie akcje, które wykonujemy poprzez wybranie jednej czynności i następnie obiektu na którym chcemy tą czynność wykonać (np. zaznaczamy topór, potem wybieramy użyj na..., a na koniec jakiś obiekt i dopiero wtedy użyjemy topora na danym obiekcie). Wszystko oczywiście wykonujemy za pomocą myszy, jedynie zaklęcia wpisujemy z klawiatury. Interfejs jest zatem łatwy w obsłudze, ale nieco dziwny jak na dzisiejsze czasy, więc warto poświecić pierwsze pięć minut na zapoznanie się ze sterowaniem.
Sprawa grafiki to kolejna rzecz, nad którą musiałem się dłużej zastanowić. Jeśli wziąć pod uwagę rok wydania to oprawa video prezentuje się bardzo dobrze. Akcję obserwujemy "z oczu" bohatera. Wszystkie pomieszczenia, postaci... ekhm... przeciwnicy, przedmioty i inne rzeczy są wyraźne i w całkiem ładnie narysowane (choć niektóre przedmioty są dziwnie małe). Jeśli spojrzeć na oprawę z perspektywy XXI wieku to prezentuje się... całkiem dobrze! Nie ma rewelacji, no ale i tak miło się gra. Przeciwnicy zostali dopieszczeni w najmniejszych detalach, większość lokacji także. No, ale tu taki mały psikus: animacje. Tych prawie w ogóle nie ma. Jest jakaś dwuklatkowa animacja ognia w samochodzie, tam przeciwnik rozpada się w trzyklatkowej, a jakieś krzesło rozwala się w... jednoklatkowej animacji. No, ale jak ktoś się w grę wczuje to w ogóle nie zwraca już na to uwagi.
Gorzej jest z oprawą audio. Chociaż nie. Nie jest gorzej, jest rewelacyjnie. Ale jak to? To gorzej czy nie? I tak i nie. Wszystkie dźwięki są bardzo dobre, burza brzmi jak burza, skrzypienie drzwi brzmi niezwykle dobrze, wybuch samochodu jest wręcz idealny. Pewnie zastanawiacie się zatem co jest nie tak. Otóż brak jakiejkolwiek muzyki. No tak, miało to pewnie oddać jak najwięcej realizmu, abyśmy mogli się lepiej wczuć w grę, ale często graczowi towarzyszy przez długi czas głucha cisza przerywana kliknięciami myszy. Tak więc oprawa audio jest dobra i słaba jednocześnie.
Zagadki są bardzo dobrze przemyślane. Większość jest bardzo trudna i wymaga wiele wysiłku. Jedną z takich zagadek było odszukanie szyfru do sejfu. Znaleźć trzeba było kartki z symbolami pierwiastków, jest ich dość dużo, a z trzech ułożyć należało szyfr. Niektóre zagadki są też nielogiczne (np. trzeba powiedzieć zaklęcie... posążkowi), inne trudne do odszukania (bo, kto by się domyślił, że zdjęcie krzyża z ołtarza otworzy przejście do podziemi?), a jeszcze inne banalnie proste (np. wylanie płynu na pewną... kobitkę. I świntuchy znowu mają brzydkie myśli :P). Rozwiązanie każdej przynosi jednak mnóstwo satysfakcji.
Poziom trudności jest natomiast bardzo wysoki. Zginąć możemy dosłownie na każdym kroku. Jeśli nie zabierzemy jakiegoś przedmiotu (lub go odpowiednio nie przygotujemy), a pójdziemy za daleko - giniemy. Do tego nie jest łatwo się wielu rzeczy domyślić, np. chyba nikt by się za pierwszym razem nie domyślił, że bez świecznika nie wejdziemy do jednej z lokacji, bo... zginiemy. Takich rzeczy jest dużo, dlatego warto często zapisywać stan gry. Ostatnio dowiedziałem się też o Uninvited w wersji na NESa (choć nie miałem okazji zagrać), współczuję osobom, które tam grały. Brak opcji save mocno zniechęca. Na szczęście w wersji na Amigę taka jest i dobrze.
Czy warto zagrać w Uninvited? Jak najbardziej tak. Gra mimo, iż jest bardzo stara to zachwyca wieloma rzeczami. Klimat potrafi zwalić z nóg każdego. Każdy szanujący się fan przygodówek oraz każdy kto lubi się bać podczas grania powinien zapoznać się z Uninvited. Mimo braku muzyki, wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Zabawa na wiele godzin gwarantowana.
Ocena: 9+/10
| Plusy: |
Minusy: |
|
+ klimat + grafika + dźwięk + zagadki + fabuła |
- brak muzyki - bardzo wysoki poziom trudności - trzeba znać angielski |
lukasz050792
|